– Eliot Grey – przedstawił się.
Mogłam zaniemówić i pozwolić tej rozmowie płynąć niczym
rzeka, ale nie lubiłam niczego zostawiać przypadkowi, bez mojej widocznej
ingerencji.
– Mamo, to Eliot, kolega z czatu – wyjaśniłam.
Spojrzałam zwycięsko na tego faceta, poczuł się zapewne
mały, przegrany. Widać było, że chciał mnie wprawić w zakłopotanie, a teraz sam
nie wiedział jak wybrnąć z zaistniałej sytuacji. I dobrze mu tak.



