niedziela, 21 września 2014

Rozdział 4.9 - Poza granicami cierpliwości

Siedziałem za burkiem, piłem kawę i patrzyłem na niezadowolonych uczniów. Wszyscy podpisywali karteczki. Uśmiechałem się do nich, chociaż żaden z nich nie odwzajemniał mojego uśmiechu.

– Kartkówka jest za spóźnienie, a to pan się spóźnił. Tak więc pan powinien pisać – buntowała się Weronika.

– Nika – zacząłem i wstałem od biurka. – Dzięki tobie przypomnimy sobie najważniejsze dwie zasady. Radzę wam je zanotować.

Rozdział 4.8 - Ryzyko bywa podniecające

Panowie ze straży miejskiej byli bardzo nieuprzejmi, tacy szablonowi służbiści. Od razu ode mnie dowód wołali. A to parszywcy, by tak mnie postarzać. A Krystek na to nic, tylko się chichrał.

– Nie mam dowodu – oznajmiłam. – Jakby pan jeden z drugim nie zauważył, to ja jestem młoda. M-Ł-O-D-A. Nastoletnia!

Nie wiadomo czemu, ale teraz Krystek śmiał się jakby jawniej.

Przepraszam za nieobecność

Przepraszam za nieobecność, ale od początku nie obiecywałam systematyczności, tak więc informuje was o moim powrocie z urlopu wakacyjnego, a wraz z tym zwiastuje rychłe pojawienie się kolejnej części ;-)
Pozdrawam

niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 4.7 - Moja prywatna własność

Stałam przed lustrem i robiłam makijaż. Taki nie za mocny oczywiście. Kaśka w tym czasie robiła dokładnie to samo, tylko że na siedząco w pokoju. Zajęła moje ulubione miejsce – typowa przyjaźń.

– No! Oliwier nie bierz tego!

Haha, dobrze jej tak. Przynajmniej jej dziecko przeszkadza w tym strojeniu się.

– A dlaczego ty się właściwie tak stroisz? – dopytywałam stając przed nią i mocując się z suwakiem na plecach, jaki miał mój dresowy kombinezon.

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 4.6 - Jestem wyjątkowa

Przywitanie, Krystian Grey żądał bym się z nim przywitała. Wstałam więc i spojrzałam na niego uśmiechnięta od ucha do ucha. Zdążyłam się już ubrać w jakąś jego koszulę. Zimno mi było tak w samej bieliźnie.

– Ale my już dzisiaj się widzieliśmy proszę pana. Nie nadużywajmy tych zwrotów grzecznościowych. Po cóż to się witać tyle razy, panie.

Podszedł do mnie rozbawiony, objął mnie jedną dłonią w pół, chwycił za żebra, wbił palce tak mocno, że aż się zgięłam.

sobota, 5 lipca 2014

Poczekajmy trochę

Uznałam, że należy poczekać na pozostałych zaproszonych czytelników, bo być może jeszcze nie zorientowali się, że blog ruszył na nowo. Postaram się jak najszybciej opublikować nowy rozdział, ale pamiętajcie, że tak właściwie to każdy komentarz napędza autora do tego by pisać dalej ;-)

2+2=100000